sobota, 14 czerwca 2014

Poznań!

Witam kochani!

Bardzo Was przepraszam za moją dłuższą nieobecność na blogu. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.

Jak już wiecie wczoraj i przedwczoraj byłam w Poznaniu. Na samym początku pojechaliśmy do Gniezna. Obejrzeliśmy najpierw pomnik Bolesława Chrobrego. Potem zobaczyliśmy Drzwi Gnieźnieńskie, na których pokazane jest życie i męczeńska śmierć Św. Wojciecha.
Następnie zwiedziliśmy Katedrę od środka. Trzeba przyznać, że podczas całej wycieczki zwiedziłam ich dość dużo.
Następnie pojechaliśmy do Skansenu Miniatur w Pobiedziskach, niedaleko Poznania. Było wspaniale! Była tam nawet  miniaturowa replika koziołków poznańskich, które się trykały.
Potem "mała" trzygodzinna przechadzka po Poznaniu. Gdy skończyliśmy ledwo żyłam (zresztą tak jak wszyscy). Nie było takiego miejsca i takiej legendy, której ten przewodnik by nam nie opowiedział.
Na początku poszliśmy zwiedzić Katedrę Św. Piotra i Pawła. Zaszliśmy w podziemia. Była tam nawet czaszka ludzka, która była akurat prawdziwa i grób Bolesława Chrobrego, w którym nadal mogą spoczywać jego zwłoki. Następnie zwiedziliśmy wszystkie kaplice, które znajdowały się w tym kościele. Trzeba przyznać, że kościół, był piękny, tak samo jak kaplice.
Następnie poszliśmy na rynek. Przewodnik opowiedział nam trochę o tym jak to się stało, że z wieży ratuszowej wyskakują dwa koziołki i się trykają.
Poszliśmy też nad fontannę. Wokół niej było jakby wielkie jezioro, a dzieciaki latały na kąpielówkach. Wtedy razem z Olą zachciałyśmy tu mieszkać.
Poszliśmy też do kolejnego kościoła (chyba) i zobaczyliśmy starą szkołę.
Następnie przewodnik zaprowadził nas z powrotem na rynek i mieliśmy trochę czasu, aby kupić sobie pamiątki i pozwiedzać wszystko powoli. Oczywiście tam gdzie pani pozwoliła, czyli na połowie rynku, tylko w zasięgu wzroku pani.
Następnie udaliśmy się nad jezioro Maltańskie. Było wspaniale! NA TORZE SANECZKOWYM ZJEŻDŻAŁAM 3 RAZY! Było po prostu wspaniale!
Potem już tylko zakwaterowanie w schronisku młodzieżowym. Po ciężkiej nocy i grze w butelkę Palmiarnia Poznańska..
Następnie udaliśmy się do Muzeum im. Arkadego Fiedlera w Puszczykowie. Weszliśmy do jego własnago domu, do wielkiej piramidy i na replikę statku Santa Maria. 
Na końcu zwiedziliśmy zamek w Kórniku. Tam podobno jest duch Białej Damy. 

Legenda Białej Damy: 

Teofila z Działyńskich Potulicka zmarła 26 listopada 1790 i została pochowana w krypcie kościoła w Kórniku. Po jej śmierci dobra w Kórniku i Bninie przeszły w ręce jej jedynego syna Feliksa Szołdrskiego, na mocy wyroku sądowego w 1801 zwrócono je jednak Działyńskim.
Pomimo niezaprzeczalnych zasług dla rozwoju Kórnika Teofilę już za życia zaczęły otaczać niepokojące opowieści. Szerzyły się plotki, że wdowa utrzymuje niemoralne stosunki z mężczyznami, w tym proboszczem katolickim z Kórnika i pastorem luterańskim z Bnina.
Po śmierci Teofili źródłem legend stał się dodatkowo jej portret w białej sukni pędzla prawdopodobnie Antoine'a Pesne'a, obecnie wiszący w sali jadalnej zamku. W XIX w. wśród okolicznej ludności zaczęto opowiadać, że krótko przed północą Teofila schodzi z portretu i przechodzi na taras zamkowy. Następnie o północy do zamku przyjeżdża rycerz na czarnym koniu, który zabiera ją na przejażdżkę po parku. W ten sposób Teofila podobno pokutuje za rozebranie zameczku myśliwskiego Górków nad jeziorem Kórnickim, w którym diabły strzegły skarbów rodu Górków. Opowieść ta, przekazana przez XIX-wiecznego burgrabiego zamku Józefa Rychtera, utrzymała się do dzisiaj i dała początek legendzie o najsłynniejszym polskim duchu – Białej Damie.
duch Białej Damy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz