Witam!
Wczoraj nie było posta, ponieważ była wielka burza! Najpierw pogoda nie do wytrzymania potem pada! Czy to ma sens?
No więc wczoraj o 12:00 poszłam z bratem na plac zabaw. Pobawił się trochę i zmęczony w upale przyszedł do mnie, więc postanowiłam usiąść się z nim na ławkę w cieniu. Najwyraźniej bardzo się nudził, bo po pierwsze sam wypił prawie pół butelki Nestea, a na dodatek, cały czas podziwiał ptaszki jedzące chleb. Zadzwoniłam po Olę i po jakichś 20 minutach była już na placu. Odprowadziłam Wiktorka do domu i poszłam z Olą nad Jezioro Czarownic, a że jezioro nie było jeszcze otwarte, razem z Sandrą i Natalią patrzyliśmy na budowę i starałyśmy się, aby chociaż trochę wody z "wariata" podlewającego, trawę na nas kapnęło. Potem poszłyśmy na fontannę. Weszłyśmy tam suche jak wiór, a wyszłyśmy przemoknięte do suchej nitki. Potem po około godzinie na fontannie, poszłam na grilla, a Ola poszła na plac, żeby spotkać się z Martą i Kubą. Miał przyjść też Darek i Krzysiu, ale nie, bo Krzysiu nie mógł, a Darek, to nie wiem. Poszliśmy tylko my (dziewczyny) do sadu Marty. Zbieraliśmy czereśnie i skakałyśmy na trampolinie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz